entuzjastycznie, czasem o internecie
Kategorie: Wszystkie | archiwum
RSS
niedziela, 16 marca 2008
Do niedawna bardzo sceptycznie odnosiłem się do telefonu firmowanego przez Apple - ot, bardzo elegancki sprzęt z lekko zeszłorocznymi funkcjonalnościami. Do tego dotykowy wyświetlacz i +10 pkt do lansu.
Tymczasem pojawiają się sygnały świadczące o tym, że to urządzenie (razem z jego okaleczonym bratem - iPodem Touch) zmienia sposób korzystania z internetu. Duży ekran, sensowna przeglądarka WWW, po prostu komputer w kieszeni. Do tego ciągle rosnąca liczba aplikacji, które pozwalają być online wszędzie i ciągle (nawet sensowny klient gadu-gadu już jest).
Postanowiłem sprawdzić, jak to rzeczywiście jest z tym iPhonem i poświęciłem kilka godzin oczekiwania na pierwszy wyścig sezonu F1 na analizę informacji o platformach sprzętowych, z których korzystają użytkownicy Gazeta.pl. Zamiast tysiąca słów jeden wykres:
Internet w komórkach i na konsolach
Odwiedziny z nietypowych platform sprzętowych

Co przedstawia wykres? Dane wejściowe to liczba odwiedzin wykonanych na Gazeta.pl i powiązanych z portalem serwisach (oprócz gazeta.mobi, gdzie nie ma skryptu GA). Początek wykresu to pierwszy tydzień listopada (wtedy zarejestrowane zostały pierwsze wejścia z iPhone), kolejne punkty odpowiadają następnym tygodniom. Z tygodniowych wycinków wybrałem odwiedziny wykonane przy pomocy przeglądarek, które można przypisać do następujących platform komórkowych i konsolowych: Symbian OS, Windows CE, iPhone, iPod, Playstation 3, Playstation Portable, Nintendo Wii, Palm OS, Danger Hiptop i NTT DoCoMo (1 odwiedziny ;-). Ich suma z każdego tygodnia to 100%, wykres przedstawia udział poszczególnych platform w tych stu procentach. Podawanie liczb bezwzględnych nie ma sensu - oglądalność portalu zmieniała się w czasie, więc dane z poszczególnych tygodni są ze sobą nieporównywalne. Dość powiedzieć, że suma odwiedzin z prawego skraju wykresu jest ponad dwa razy większa niż ta z lewego.
Nie uwzględniłem uniksofonów (takich jak np. nokia n800), ponieważ nie wiem, jak się one przedstawiają światu. Nie ma również - i to na pewno duży brak - urządzeń korzystających z Opery Mini i Mobile, ponieważ udają one desktopowe przeglądarki. No i dane nie są pewnie całkiem reprezentatywne, choć próbka jest całkiem spora (Gazeta ma zasięg prawie połowy polskiego internetu).

Okazuje się, że od listopada do połowy marca udział Symbian OS w liczbie odwiedzin spadł o ponad 12 punktów procentowych, a Windows CE o prawie 7. Tymczasem duo iPhone & iPod Touch idzie jak burza - zaczynało od 17% udziału, żeby dziś osiągnąć już 34%. Oznacza to, że od grudnia jest już przed Windows CE (teraz 18%) a wkrótce przegoni zasiedziałego od lat na rynku Symbiana (41%). Wow.
Oczywiście nie oznacza to, że userów iPhonów jest tak dużo - to raczej właściciele smartfonów z Symbianem czy Windowsem rzadziej zapuszczają się do sieci. Czyli chyba ziszcza się wizja iPhone-przepustki do internetu w kieszeni (a nie jakiegoś mobilnego internetu dla ubogich).
Ciekawe, co się stanie, kiedy iPhone wreszcie trafi do oficjalnej dystrybucji w Polsce i kiedy operatorzy zaczną szeroko oferować płaskie taryfy na transmisję danych…

Ciekawiło mnie też, jak wypadną wyposażone w możliwość surfowania po sieci konsole do gier. Okazuje się, że widać właściwie tylko PS3 (3-4%). Zdaje się, że konsole i iPhone'y były popularnymi prezentami pod choinkę (wyraźna górka w ok. 1/3 wykresu).

Jak myślicie, jak iPhone zmieni (polski) internet?    
piątek, 07 marca 2008

Wpis reklamowy ;-)

Jakiś czas temu (dwa lata? półtora?) polskie Stare Media - a z nimi i GW - zaczęły nieśmiało zaglądać do blogosfery. Dla mnie osobiście było to wyjątkowe wydarzenie - miałem okazję trochę pomagać Janowi Turnauowi i Ewie Milewicz w stawianiu pierwszych kroków w blogowaniu. Stopniowo blogowanie spowszechniało i przeniknęło do świadomości Starych Mediów - dość powiedzieć, że lista blogów prowadzonych przez ludzi pracujących w Gazecie Wyborczej zajmuje już całą stronę.

I na tej liście mam od niedawna trójkę absolutnych faworytów, których lektura to dla mnie jazda obowiązkowa. Te gwiazdy to blogi ludzi z działu foto GW. Zdjęcia publikowane przez Kingę Kenig, Beatę Łyżwę-Sokół i Jerzego Gumowskiego regularnie łapią mnie za twarz i walą o glebę. Zresztą, nie tylko zdjęcia są świetne - jest też co poczytać, zwłaszcza że trafiają się tam gorące dyskusje, w których chętnie uczestniczą autorzy blogów. Zwłaszcza na Blindspocie bywa ostro, a to dzięki pojawiających się tam komentarzom Gumowskiego, które czasem wręcz demolują pokazywane przez Kingę zdjęcia. Sporo można wyczytać o skomplikowanych relacjach fotograf - fotoedytor ;-). I jeszcze są zdjęcia lotnicze (a w zasadzie motolotniarskie) i rubryki prowadzone przez znanych gości-fotografów (Krzysztof Miller, Christopher Morris, Albert Zawada), no po prostu super. Kiedy kilka tygodni temu odkryłem te blogi cieszyłem się jak dziecko. Dodajcie sobie do ulubionych i radujcie się razem ze mną ;-).

Aha, weźcie poprawkę na to, że powyższe zachwyty są bardzo nieobiektywne, bo jestem miłośnikiem fotografii prasowej ;-).


I jeszcze ważna sprawa. Kilka dni temu koledze z bardzo bliskiego mi działu foto lubelskiej GW przytrafiło się nieszczęście. Jeśli możecie choć trochę mu pomóc, odezwijcie się pls do redakcja[małpa]lublin.agora.pl.

czwartek, 06 marca 2008

Bardzo interesujące rzeczy dzieją się ostatnio w LinkedIn. Dzieją się powoli, ale trzeba wziąć poprawkę na to, że to konserwatywny serwis. Po długich latach względnego spokoju (rywalizację z różnymi Xingami i lokalnymi goldenlajnami trudno uznać za szczególnie zażartą) przyszło przebudzenie.

W roli budzika wystąpił zdaje się Facebook, a właściwie jego dynamicznie rosnący zasięg i niebywała plastyczność. Za pomocą korzystających z jego API aplikacyjek można przecież sklonować dokładnie każdy element LinkedIn (poprawcie mnie jeśli się mylę) - rekomendacje, historię zatrudnienia, wyszukiwarkę ogłoszeń, etc.

Mniejsza o przyczyny, w każdym razie prawie rok temu (w czerwcu) LinkedIn ogłosiło, że też będzie miało API, które umożliwi różne niewiarygodne rzeczy, włącznie ze "zwiększeniem mojej produktywności". W grudniu (sic!) pojawiło się trochę więcej szczegółów. Z grubsza - API nie jest całkiem otwarte na zewnątrz, będą mogli z niego korzystać partnerzy, z którymi LinkedIn dojdzie do jakiegoś porozumienia. Na dodatek, do wewnątrz LinkedIn mają trafić tylko poważne i bardzo biznesowe aplikacje.

Po tej iście słoniowej ciąży, za kilka dni ma ruszyć pierwsza duża integracja zrealizowana za pomocą tego półpublicznego interfejsu - LinkedIn dogadało się z francuskim serwisem z ofertami pracy - Apec. Użytkownicy Apec dostaną możliwość zarejestrowania się i korzystania z mechanizmów udostępnianych przez LinkedIn bez potrzeby wychodzenia z serwisu. LinkedIn stanie się w tej relacji dostarczycielem usługi pt. "profile i sieć społeczna" dla partnera, który sobie takich funkcjonalności nie umiał/nie chciał/nie zdążył wprowadzić samemu.

Druga integracja z zewnętrznym partnerem to ogłoszone w grudniu podłączenie bazy użytkowników i ich pracodawców do BusinessWeeka. Wydawca dostanie od LinkedIn funkcjonalność polegającą na tym, że pojawiające się w artykułach nazwy firm dostaną "dymki" prezentujące ich profile w LinkedIn i relację łączącą dane przedsiębiorstwo z czytelnikiem (ciekawe czy nazwiska w artykułach też będą linkować do LinkedIn?). To jeszcze nie działa, ale kiedyś będzie musiało ruszyć. W każdym razie jest to kolejna fajna usługa dla kogoś, kto nie umiał/nie chciał/nie zdążył zbudować sobie bazy wizytówek firm.
LinkedIn w BusinessWeek
O, tak ma wyglądać LinkedIn w BusinessWeeku

Czy takie relacje są możliwe też w .pl? Jest jeden serwis społecznościowy dla osób zainteresowanych karierą pozbawiony wyraźnej wizji rozwoju (GoldenLine) i jeden z wizją zupełnego braku użytkowników (BiznesNet). Serwisów z dużą bazą ogłoszeń, które nie mają swojego social networku jest dużo minus jeden (bo Pracuj.pl ma swoje Profeo). Sajtów z newsami gospodarczymi, które zyskałyby na integracji typu BusinessWeeka jest multum. Który "karierowy" social network pierwszy otworzy swoje API? Czy zdąży przed wejściem na ich teren takich gigantów jak Facebook czy Nasza-Klasa (hoho, ogłoszenia o pracę w Naszej-Klasie, to byłby niezły strzał w serwisy pracowe…)?