entuzjastycznie, czasem o internecie
Kategorie: Wszystkie | archiwum
RSS
wtorek, 18 sierpnia 2009

Okazało się, że temat dwóch poprzednich wpisów trafił na żyzną glebę sezonu ogórkowego i wydał w papierowej gazecie dosyć obfity plon w postaci kilku tzw. folołapów. Zachęcam do ich lektury, oto one:

Jacek Żakowski - "Większość przeciw chamstwu"

Pierwsza manipulacja jest od razu w tytule - autor swoje tezy podpiera opinią publiczną, która według niego wyraziła się w internetowej sondzie przy artykule - większość głosujących wskazało rację Jacka Żakowskiego. Nie będę rozpisywał się tu na temat tego, czy 1500 głosów to mało czy dużo (mało), czy z takiego "badania" można wyciągać wnioski (nie można), znacznie ciekawsze jest co redaktor sobie do wyników domalował, oddaję mu głos:

W głosowaniu wzięło udział 1,5 tys. internautów. W dyskusji na forum Gazeta.pl i Wyborcza.pl było niespełna 300 wpisów, a liczni forumowicze wpisywali się wielokrotnie. Te liczby powinny dać właścicielom i redaktorom portali do myślenia. Bo okazuje się, że spór nie jest między internetem a tradycyjnymi mediami, tylko między internautami, których większość jest zaniepokojona skalą chamstwa, a mniejszość (w tym redaktorzy) go broni. Co więcej, okazuje się również, że zdecydowana większość (około 90 proc.) osób mających wyrobione zdanie i głosujących w sondażu nie wchodzi na fora.

Być może jestem już zmęczony i czegoś nie łapię, ale to się w ogóle kupy nie trzyma. Jeśli zbliżonej klasy wnioskowanie można znaleźć w gazetowych komentarzach do sondaży politycznych to nie dziwię się, że coraz mniej ludzi kupuje prasę.

Passus o cenzurze to zupełne kuriozum - według Jacka Żakowskiego to co teraz robią moderatorzy gazetowych for to cenzura i zamordyzm (i domaga się zniesienia tego ucisku), proponuje w zamian "redagowanie". W sąsiednim zdaniu definiuje cenzurę jako przymus narzucony przez państwo, a redagowanie jako przynależną redakcji wolność do niepublikowania. Czyli po żonglerce liczbami mamy żonglerkę terminami, "cenzurze" przeciwstawiana jest "różnorodna polityka rozmaitych redakcji". Front Jedności Narodu!

 

Dariusz Kortko - "Internauci, do roboty!"

Redaktor naczelny śląskiego wydania GW w 2009 r. uważa, że w poniedziałek internauci nie mają nic lepszego do roboty niż dyskutować o wydarzeniach które miały miejsce w dniach, kiedy papierowa gazeta się nie ukazuje. Sorry - dyskutowali o nich w piątek, sobotę i niedzielę.

Sam artykuł nawet dosyć zabawny, nieźle pokazuje co naczelny sądzi o najwierniejszych odbiorcach swojej gazety. Takich, którzy ją czytają, dyskutują na temat artykułów, mają swoje zdanie. Zabrakło tylko znanej z Dziennika propozycji całusa.

PS. Na koniec próba wejścia w internetowe kombatanctwo z "cynglem Michnika", jednak nikt nie dał faka (chyba trzeba się jednak bardziej postarać). #fail

 

Jan Hartman - "Sieć to ostra jazda!"

Cieszę się, że mądre głosy (profesor z brodą!) też się przebijają do gazetowej dyskusji. I to nie dlatego, że prof. Hartman pisze coś, z czym się zgadzam - po prostu przyjemnie się czyta tekst, którego autor nie ma czytelników za głupszych od siebie.

 

Mnóstwo linków do publikacji internetowych na temat dyskusji o chamstwie można znaleźć pod wcześniejszymi wpisami, brakuje tam jednego ważnego - powinienem go sobie wydrukować i mieć obok szklanki wody przy następnej radiowej dyskusji (jeśli jeszcze jakiekolwiek radio odważy się mnie zaprosić ;-)

+ odnotowuję jeszcze pojawienie się akcji z cyklu "przykleja się agencja interaktywna do okrętu i woła płyniemy!". nie kupuję.

 

PS. następna notka będzie o anonimowości, stay tuned

poniedziałek, 10 sierpnia 2009
piątek, 07 sierpnia 2009

Znów mnie gdzieś zaprosili, oczywiście znów czasu na dyskusję było za mało, znów przydaje się blog.

Tym razem była to poranna audycja Jacka Żakowskiego w radiu TOK FM, rozmawialiśmy o chamstwie, które jakoby szerzy się w sieci i z którego powodu reprezentacyjna siatkarka rezygnuje z gry. Byłem w studio, telefonicznie łączył się z nami Piotr Olechniewicz z Interia.pl.

dla zainteresowanych - zapis dźwiękowy rozmowy:

Z pewnym zażenowaniem obserwuję, jak dziennikarze tradycyjnych mediów odkrywają istnienie wielkiego i dziwnego świata internetu. Oczywiście dzieje się to przy okazji różnych skandali, aktualny skandal dotyczy Doroty Świeniewicz, która w dosyć enigmatycznym oświadczeniu ogłosiła że już nie zagra w reprezentacji Polski ze względu na "maniakalne atakowanie jej" przez "kilka osób". I call bullshit, ponieważ nastąpiło to po jej wyjątkowo kiepskich występach i to nie pierwsza głośna rezygnacja tej sportsmenki z kadry. Wcześniej tylko kozioł ofiarny był bardziej konkretny - to ówczesny trener Bonitta, którego pani Dorota określiła mianem "kawałka gówna". Wtedy internetowi komentatorzy byli po jej stronie i "maniakalnie atakowali" Bonittę, teraz drużyna pod wodzą Świeniewicz w słabym stylu przegrała turniej a generał publiczny zawył "krwi!". No cóż, łaska kibiców na pstrym koniu etc. Szkoda że w tak słabym stylu utytułowana siatkarka zrzuca koszulkę z orłem.

Redaktor Żakowski niespecjalnie interesuje się sportem, więc płynnie przeskoczył do tematu (pardon my french) "lizania rowów", które to sformułowanie wynalazł na forum gazeta.pl. I oczywiście poszło, że to dowód na to, że w internecie jest bezhołowie, chamstwo i wulgaryzmy. A ja i Piotr z Interii za to odpowiadamy.

Nie, nie odpowiadamy, nie bierzemy odpowiedzialności za to co myślą i mówią ludzie.

Teza o tym, że internet jest chamski, wulgarny i pełen agresji jest bezzasadna. Oparta jest ona wyłącznie na wrażeniach z lektury najgorętszych wątków dyskusyjnych pod najbardziej kontrowersyjnymi wydarzeniami. Nie spotkałem się z żadnymi badaniami wskazującymi jednoznacznie na to, że faktycznie fora dyskusyjne są jakimś szambem. Mam za to parę liczb, które mogą świadczyć o zupełnie czym innym (padły one zresztą w audycji):

  • na forum gazeta.pl publikowanych jest dziennie średnio prawie 40 tysięcy wpisów
  • tylko 3% z nich jest w jakikikolwiek sposób "dotykane" przez moderację (często oznacza to nie usunięcie a np. przeniesienie na właściwe forum, ogromna ilość usunięć dotyczy mechanicznie dodawanego spamu)
  • tylko 0,05% wpisów na forum zawiera najpopularniejszy w języku polskim przecinek (k...a) - dla porównania zawiera go 0,04% tekstów w archiwum Gazety Wyborczej (oraz zapewne 80% dyskusji, których jesteśmy świadkami w przestrzeni publicznej). Co więcej, stężenie k...y spada z roku na rok. I to nawet po doliczeniu k...w wykropkowanych przez nasz automatyczny mechanizm antywulgaryzmowy. Podobne tendencje widać przy innych brzydkich słowach - zachęcam do zabawy z wyszukiwarką.
  • większość wulgaryzmów pada na prywatnych forach, często o ograniczonym dostępie - są one zakładane przez zwykłych użytkowników i przez nich moderowane (w związku z tym są fora prywatne, gdzie nie przystoi powiedzieć "dupa" oraz takie, gdzie uchodzi wszystko)
  • o porządek na forach gazety dbają sami użytkownicy - niektórzy (tzw. administratorzy społeczni) mają prawo do usuwania nieregulaminowych wpisów, wszyscy mogą zgłaszać takie wpisy administracji. I te mechanizmy świetnie działają, fora mają w sobie mechanizm samoleczenia. Świadomi użytkownicy nie lubią chamstwa i agresji i pomagają nam je na bieżąco usuwać.

Fora internetowe są mniej więcej takie, jak korzystający z nich użytkownicy - niezbyt czyste, pełne niepolitycznych wypowiedzi i ostrych sądów. Ale są prawdziwe - to na nich właśnie trwają najważniejsze dyskusje. Polityczne, społeczne, obyczajowe. To fora internetowe i blogi są miejscami, gdzie tętni tętno polskiego życia publicznego - a nie w poranku TOK FM, wieczornym programie TVN24 czy w debatach na łamach Dziennika i GW. Zainteresowani mogą sobie wygugalać statystyki słuchalności/oglądalności/czytelnictwa tych mediów i porównać je z np. z oglądalnością Forum Gazeta.pl (wg Megapanelu - 3,1 mln real users miesięcznie).

Zmyślam? - proszę bardzo, wczorajszy wieczór w TVN24: grupa zaproszonych gości debatowała nad tym, czy Niesiołowski obraził Kaczyńskiego mówiąc że jest "mały". I taki gówniany temat jest newsem dnia. Poważni dziennikarze, którym zależy na jakości dyskursu publicznego powinni w ogóle ignorować tego typu magiel. Nie znam nikogo, dla kogo przepychanki Niesiołowski-Kaczyński są ważne, zajmujące czy do czegokolowiek potrzebne. A w tym samym czasie na forum gazeta.pl trwała gorąca i boleśnie prawdziwa dyskusja o tym, co Polki robią w Egipicie.

Wrócę do tematu odpowiedzialności. Operatorzy serwisów z user generated content są w pewnym stopniu odpowiedzialni za to, co się w tych serwisach dzieje. Jest to bardzo zgrabnie uregulowane prawnie - odpowiedzialność dotyczy wyłącznie nielegalnych treści, o których administratorzy zostaną powiadomieni i nie zareagują. Takich powiadomień dostajemy trochę, reagujemy sprawnie. Dość powiedzieć, że od ponad trzech lat ani razu nie miałem kontaktu z prokuraturą i sądami.

Redaktor Żakowski zdawał się postulować wprowadzenie mechanizmów uprzedniej kontroli wszystkiego, co tworzą użytkownicy. I to nie po to, żeby usuwać wulgaryzmy, a po to, żeby "dyskusja miała odpowiedni poziom". Żeby nie obrażała Pani Siatkarki, Pana Redaktora, Autorytetów. To bardzo smutna propozycja. Jest równoznaczna z postulatem wprowadzenia cenzury. Ja cenzury (prawie) nie pamiętam, pan redaktor zapewne świetnie. Chce do niej wracać? pffff Może czytelnicy tego bloga się zrzucą na bilecik do Chin dla redaktora?

A zresztą - kto miałby cenzurować i ustalać standardy kulturalnej dyskusji? Redaktor Żakowski, który w swoich porannych audycjach regularnie nazywa urzędującego prezydenta "Kaczką" lub "Kaczorem" (nie pojmuję, czemu o Świeniewicz nie mówi "Świnka" czy "Świnia")? Który nie może powstrzymać się od ubarwiania swoich tekstów sformułowaniami "jednojajowi bracia"? Który w audycji na żywo wypytywał mnie o "lizanie rowa"? A w jego programie goście walą takie teksty, gdy myślą że są poza anteną:

A może red. Durczok? Albo Lis (nie będę embedował tubek, wszyscy znają).

eehh

Zwykle nie zgadzam się z forumowiczami, ale bronić ich prawa do wolności wypowiedzi będę.