entuzjastycznie, czasem o internecie
Blog > Komentarze do wpisu

Sonisphere 2010 - relacja na gorąco

Słowem wstępu: gospodarz bloga jest fanem muzyki dawnej (=takiej, której dziś już nie grają; a ta dzisiejsza młodzież - paaanie, nie ma o niej pojęcia) więc po prostu musiał wybrać się na szeroko reklamowany pierwszy ever koncert czterech najważniejszych kapel thrashowych. Anthrax, Megadeth, Slayer i Metallica na jednej scenie to coś wyjątkowego. Relację z koncertu wrzucam na bloga cobym mógł na starość się nią posiłkować kiedy będę opowiadał wnukom o tym czego dziadek słuchał w XXI wieku ;)

Zacznę od tego, że termin Big Four jest mocno przereklamowany. Raczej kojarzy mi się z czterema największymi firmami audytorskimi (Deloitte Touche, Ernst & Young, KPMG i PricewaterhouseCoopers) albo z amerykańskimi telewizjami (ABC, CBS, NBC, Fox) ale niech im tam już będzie. Skład tej całej Big Four też jest dyskusyjny - gdybym się cofnął w czasie 15 la i zadał sobie pytanie "Michał, wymień 4 największe thrashowe kapele", to pewnie usłyszałbym coś w stylu "Sepultura/Megadeth/Kreator/Slayer i może jeszcze Metallica z pierwszych płyt". No nic, musi być chwytliwe hasło żeby ludzie kupili bilety, niech będzie że to reunion wielkiej czwórcy thrashu.

No właśnie bilety (narzekactwo biedackie mode on). Co to za pomysł z tym całym Golden Circle? Czterech stów na bilet nie wydam nawet gdyby grało stare Gn'R wspierane przez Nirvanę ze sklonowanym Kobainem. Rozumiem, że kiedy Metallica miała swój snakepit to miejsca wewnątrz niego były warte extra, natomiast wykrawanie kawałka murawy pod sceną gdzie zwykle umieszczam swoje 4 litery i sprzedawanie go za 2x to zdzierstwo pierwszej wody. Co gorsza, liczba miejsc w tym Golden Shower Circle nie jest nijak limitowana - niby "ekskluzywna" strefa jest tak duża jak wiele biletów uda się opchnąć. I tylko patrzeć jak na następnych imprezach zobaczymy jeszcze bardziej elitarne Platinum Circle, Diamond Circle czy Black Pentagram (/narzekactwo biedackie).

Do rzeczy jednak. Miejscówka - Lotnisko Bemowo - bardzo przyjemne. Dobra komunikacja (tu szacunek dla miasta/dzielnicy/ztm, które sprostało dowiezieniu i wywiezieniu tysięcy ludzi z tego zadupia), długi relaksujący spacer po trawie od wejścia pod scenę, sporo atrakcji towarzyszących. Jedyny feler to słońce, które cały czas wisiało nad sceną, odbierając -100pkt mhoczności wszystkim kapelom po kolei (schowało się na dobre dopiero przed Metalliką).
Miałem nadzieję, że skoro jesteśmy na lotnisku, to załapiemy się na takie atrakcje jak latające nad głową helikoptery - por. nagranie z Tuszyńskiego Aerodromu, Monsters of Rock 1991: 

i nie zawiodłem się: najpierw przemknęło coś bokiem (Anakonda?), a potem dwa pokazy akrobacji dał śmigłowiec Red Bulla, podobne wyczyny jak na tym filmiku:

+ jeszcze na końcu coś wisiało nam nad głową (Błękitny TVN24? Policja? ciemno było, nie widziałem).

Jako pierwsza zagrała polska gwiazda - Behemoth. O godz. 15 Szatan jeszcze śpi więc ich show wyglądał tak sobie, ale dosyć licznie przybyli kindermetale reagowali z aplauzem, nawet jakiś srogi młyn się koło mnie zrobił.

Nieco później wyszedł Anthrax:

Anthrax na Sonisphere 2010
Kiepsko ustawiony miał dźwięk (strasznie brzęczącowysokie tony) i na dodatek skończył zanim zagrał swój najlepiej rozpoznawalny hicior (myślę oczywiście o "Bring the Noise"). Nie jestem też fanem wymiany zajebistego i pełnego powera wokalisty (Busha) na leśnego dziadka w indiańskim pióropuszu (Belladonnę). Mimo wszystko przyznam, że zaczęli bardzo konkretnie i "Caught in a Mosh", "Madhouse" czy "Antisocial" dały radę na tyle że sobie nawet poskakałem.

Następnie rozejrzałem się i cokolwiek oniemiałem. OMG, ile narodu!:naród z lewej
(naród z lewej)


naród z prawej
(naród z prawej)

naród z tyłu
(naród z tyłu, tak - aż po horyzont) 
W narodzie dało się usłyszeć głosy niemieckie, rosyjskie, angielskie, włoskie - widać było że impreza przyciągnęła wielu fanów z zagranicy. Oraz jednego amatora czereśni - za mną stał facet z tak soczyście wyglądającymi czereśniami, że opadły mnie natrętne myśli żeby go napaść, pozbawić owoców i zwiać w tłum ;)

Kolejnym wykonawcą był Megadeth. Zawsze chciałem ich zobaczyć live, także byłem mocno nagrzany na ten występ. No i albo Mustaine zapomniał o śpiewaniu w kilku początkowych kawałkach, albo spece od nagłośnienia dali ciała po całości. Dopiero przy "Rust in Peace" jakoś udało się to poskładać do kupy i końcówka seta ("Rust...", "Headcrusher", "Sweating Bullets", Symphony of Destruction" i "Peace Sells") zabrzmiała tak jak trzeba. Poza tym za krótko: zabrakło zwłaszcza większej ilości kawałków z mojego ulubionego Countdown to Extinction. Fani i tak nagrodzili ich potężną owacją, to było baardzo gorące przyjęcie.

Przedostatni na scenę władował się Slayer. Nie lubię Slayera. Cały patent kapeli to perkusista z innej planety i trzech szybko grających kolesi. Przy czym gdybym chciał czegoś naprawdę szybkiego to bym poszedł na Cannibal Corpse. Albo na Napalm Death. A najchętniej na Atari Teenage Riot. I jeszcze ten Araya który nijako gra na basie ale za to kiepsko śpiewa ;). Novelty polegające na tym że są najszybszym i najostrzejszym thrashowym zespołem może przemawiać chyba tylko do nastolatków. I właśnie fani Slayera: łysi, spoceni kurduple o mentalności trzynastolatka są tym co mnie najbardziej od Slayera odrzuca. Są na dodatek tak tępi/głusi, że nawet nie znają na tyle dobrze kawałków swojej ulubionej kapeli żeby wrzucić setlistę z Sonisphere na setlist.fm. edit: łooo, dodali wreszcie.
Ok, ponatrząsałem się trochę i czas się odrobinę pokajać: "Angel of Death" dosyć doszczętnie mnie rozjebał, koncertowe wykonanie miażdży i zabija. Jeden z najlepszych momentów wieczoru. I szkoda, że "Raining Blood" poszedł w jakiejś skróconej wersji. Poza tym autentycznie ziewałem, nie moje klimaty.

Tu poboczny rant: wszystkie po kolei Big Fourowe kapele (nie jest to zarzut wyłącznie do Slayera ;) wyraźnie swoje najlepsze lata (fizycznie, nie muzycznie) mają dawno za sobą. Statycznie, statecznie, nieruchomo, głowa przybita do reszty ciała nieheadbangującą szyją, nadwaga (King! Hanneman! o_O). Tylko Belladonna i Trujillo jakoś zauważalnie świrowali po scenie. Ech. Zresztą to samo mogę powiedzieć i o sobie: 11 lat temu mogłem skakać przez cały set Metaliki i byłem na tyle lekki że mogłem crowdsurfować nie ryzykując skręcenia komuś kręgosłupa ;)

Wreszcie Metallica. Najpierw to co mi się nie podobało. Było cicho: nie pękły mi uszy, nie musiałem używać stoperów, nie dzwoni mi w czaszce. Zabrakło kilku kawałków, które urywają dupę na koncertach - "Harvester of Sorrow", "Wherever I May Roam", "Battery", "Orion", "Dyers Eve", "King Nothing"... Zdarzało się granie na skróty - "One" w oryginale było chyba spooro dłuższe niż wersja z koncertu ;). Solówka Hammeta przed "Nothing Else Matters" spodobałaby się co najwyżej mojej mamie (pozdrawiam!). Nie zaprosili Rudego na scenę. "Sad but True" wolę jak jest wolniejsze. I jeszcze wkurza mnie jak ludzie zastępują w śpiewaniu wokalistę - kurde, co to za przyjemność słuchać całego "Master of Puppets" w wykonaniu beczącej publiki (też beczałem i wyłem jeszcze), ktoś tu bierze za to kasiorę ;)
Teraz miót. Od czego by tu... Utwory z Death Magnetic zarąbiście wpisują się w koncertowy repertuar: "Cyanide" już chyba zostanie w nim na zawsze, a podczas "That Was Just Your Life" byłem w ciężkim szoku widząc jak dziko wywija Ulrich. A przy "All Nightmare Long" był fajny gest w stronę fanów - przez cały utwór na głównym telebimie pokazywano jak publika szaleje przy barierce.
Pomimo, że wcześniej wypisałem kupę braków na liście utworów to przyznam, że dostaliśmy świetny ich zestaw. Pewnie mało rajcujący dla psychofanów pasjonujących się statystykami rzadko granych kawałków - właściwie usłyszeliśmy te same co na na każdym innym koncercie hiciory, ale był to zestaw bez pudła (noo, moooże "Four Horsemen" bym wymienił na coś innego).
Wspaniały - ale tak bez kitu, naprawdę wspaniały był "Blackend". Świetnie wypadły też "Creeping Death", "Hit The Lights" i "Seek & Destroy" (i uwaga, piszę to jako hehe osoba według której Metallica ZACZĘŁA się na dobre dopiero od ...And Justice for All ;-)
Zdaje się, że muzykom podobała się publiczność, byli wyraźnie zadowoleni/podjarani tym co widzą i słyszą. Rob użył nawet swojskiego określenia, cyt.: "zajebiście". Miłe też było to że Hetfield pokazywał do kamery kostkę z logosami wszystkich czterech gwiazd Sonisphere i bardzo ciepło mówił o innych zespołach.
Na koniec powiedział jeszcze, że wkrótce znów zawitają do Polski - to ciekawe, żadnego dodatkowego koncertu chyba dotąd nie zapowiadano?

Metallica na Sonisphere 2010
(trochę widać Hammeta)

Metallica na Sonisphere 2010
(a tu Hetfield)

Pewnie czytając te żale i uwagi możecie pomyśleć że mi się nie podobało. Ha! Nic bardziej mylnego! Było świetnie! Bardzo udany wieczór, mam same dobre wspomnienia. Wszystkie zespoły wspięły się na max swoich możliwości, organizacja więcej niż przyzwoita, nawet fani Slayera znośniejsi niż zwykle. Poszedłbym jeszcze raz, tym razem do Golden Shower Circle.

 

Na koniec ogólniejsza refleksja. Jak na dłoni było widać, że thrash metal umarł i nie żyje. Największe gwiazdy grają w kółko kawałki sprzed 20 lat, wychodzi im to coraz słabiej, nikt nie przejął pałeczki. Jedna Metallica pozostała naprawdę aktywna twórczo i równocześnie nie wypadła z mainstreamu do jakiegoś getta pełnego thorgali - no ale przecież wszyscy wiemy, że po Kill'em All już nie gra thrashu ;).

 

PS. Nie zapomnijcie o wyborach!Kaczyński i Hitler
(złapane w drodze do domu ;)

czwartek, 17 czerwca 2010, ols

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Sonisphere Festival, Lotnisko Bemowo, Warszawa z Jacek Kołodziej ? blog
Relacja chronologiczna, czyli tak to wyglądało z mojej strony, przed wejściem a potem na samym przodzie Golden Circle 8230 Na końcu kilka linków gdzie jeszcze moim zdaniem warto zajrzeć. Przed Ta część jest względnie długa. Chcesz poczytać o samych ... »
Wysłany 2010/06/18 12:01:47
Komentarze
Gość: juzwa, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/06/17 12:40:59
Sorry,ale Slayer ciągle jest aktywny twórczo i ciągle wydaje solidny trashmetal! A Metallica z trashem skonczyla bardzo dawno temu ;)
-
Gość: juzwa2, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/06/17 12:41:36
metallica tak samo przeciez jak reszta zagrala kupe kawalkow sprzed prawie 20 lat ;) ;) ;)
-
ols
2010/06/17 13:03:51
@juzwa2: no właśnie o tym piszę, może lekko niezbornie - rozchodzi mię się o to, że metalika nie jest już stricte thrashowym zespołem i gra rzeczy z zupełnie różnych parafii, dosyć niezłe nawet (choć oczywiście nie każdemu się podoba Turn the Page, Memory Remains czy Frantic. ba! nawet Fade to Black przeszkadza fanom brzmienia z Killem All). Ma bogaty, zróżnicowany repertuar - i to było wczoraj słychać doskonale. Zresztą okazja do grania starych kawałków była doskonała.
A te kapele co tkwią w sztywnych ramach gatunku od dobrych 20 lat nie nagrały niczego co by się zbliżyło do swoich dawnych osiągnięć. Slayer w kółko gra tę samą łupankę, nie lubię go i nie mam dla niego litości ;-P
-
Gość: a, 78.133.215.*
2010/06/17 13:20:08
a
-
Gość: axegrinder, 78.133.215.*
2010/06/17 13:45:01
Nie no stary, z tym Slayerem to się trochę mylisz, choć o gustach się nie dyskutuje. Faktycznie przydarzyło im się parę słabszych albumów typu Undisputed Attitude czy Diabolus in Musica, ale po niezłych 2 pierwszych płytach wydali genialne Reign in Blood i South of Heaven oraz dobre Seasons in the Abyss. A jeśli chodzi o nowsze rzeczy to ostatnie 2 pozycje (Christ Illusion, World Painted Blood) oceniam bardzo wysoko, więc bilans wychodzi na plus. Dodam jeszcze, że nie pasuję specjalnie do przedstawionego przez Ciebie portretu psycho-fizycznego typowego fana Slayera - nie jestem łysy, mimo iż dobiegam 40-tki :). A co do koncertu, to właśnie Slayer w mojej opinii wypadł najlepiej. Spotkałem się nawet z podobnym opiniami ze strony osób, które przyjechały głównie na Metallikę. Może to dlatego, że widziałem już Metallikę parę razy, w tym niedawno na ślaskim, a co za dużo to niezdrowo, a może nie miałem już siły (starość nie radość) skakać po Slayerze, który nie pozwolił po prostu stać i się gapić? Było klika niespodzianek in plus (Blackened, Hit the Light, The Foru Horsemen), ale ogólnei zagrali swoje. Co do reszty to Megadeth owszem lubię ale bardziej na słuchawkach. Widziałem ich na Metalmanii 2008 i mnie nie powalili na kolana, choć rzeczywiście kawałki z Countdown to Extinction zrobiły wrażenie. A Anthrax to znów typowa kapela koncertowa. I tu akurat powrót Belladonny zaliczyłbym do pozytywnych zmian. Betemotha niestety nie widziałem - kooooooooorki :(. To tyle ode mnie. A na koniec, jak ktoś myśli, że thrash się skończył, niech posłucha ostatniej płyty Mortal Sin :). Pozdrawiam!
-
Gość: mhm, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/06/17 15:14:32
Nie zgodzę się, że organizacja przyzwoita. Organizacja była DO BANI
-
ols
2010/06/17 15:29:21
@axegrinder - bardzo dziękuję za ciekawy komentarz! Jeśli się mylę, to zapewne dlatego że Slayera nie lubię ;)
Płyty które wymieniłeś faktycznie się ukazywały, ale zobacz - od wydania najnowszej z tych dobrych/rozwojowych (Seasons in Abyss) za moment minie DWADZIEŚCIA LAT! TAK! już jesteśmy tacy starzy ;-)) Portret to oczywiście przejaskrawienie, liczyłem że zleci mi się paru takich w komentarzach (niestyty są raczej niepiśmienni ;)
Co do tego jak wypadli: kilka kawałków było naprawdę potężnych - wymieniony przeze mnie Angel of Death czy otwacie. Ale na Peruna - oni ledwie się trzymali na nogach na tej scenie! Wiem, że Araya jest kontuzjowany i jedyne na co go stać to uśmiechanie się do fanów i groźne spojrzenia, natomiast jego koledzy gitarzyści są zwyczajnie spasieni. I co najgorsze sprawiali wrażenie nieobecnych. Mój główny zarzut co do Slayera jest taki, że gdybym nigdy wcześniej go nie słyszał to wyszedłbym z wrażeniem że cały koncert to jeden długi kawałek monotonnego łupania. No nie przekonam się do nich choćby zagrali mi "sto lat" na urodzinach i przewieźli prywatnym odrzutowcem ;) Wczoraj właśnie stałem i się gapiłem, ziewając na dodatek.

Co do show Metalliki - to mój drugi ich koncert, poprzedni (Gwardia w '99) podobał mi się nieco bardziej. Tamten oceniłbym na 8/10, ten na mocne 7. Świetny setlist, perfekcyjne show (trochę się gubili w graniu, ale to nie przeszkadzało) no i czułem że im się chce. Siłą Mety jest dla mnie (oprócz umiejętności zrobienia show) mistrzostwo songwritingu - każdy kawałek jest inny, ma swoje myki, zmiany tempa, nastroju, jest o czymś do czego mógłbym się odnieść (pewnie Slayer też o czymś śpiewa, tylko ja nie rozumiem co wokalista tam mamroli w zwrotkach), jest obudowany jakąś historią. Fajnie czerpią z innych i z samych siebie (Death Magnetic to w sumie taki autocytat, jak ktoś zna ich muzykę, to od razu wychwyci znane riffy i klimaty) Może gdybym (tak jak ty) był niedługo po innym, podobnym ich koncercie to odbierałbym wczorajsze granie inaczej - dla mnie byli gwoździem programu.

Megadeth chyba niestety jest taki kiepski koncertowo w ogóle, poczytałem trochę opinii i oni po prostu tak stoją naburmuszeni. Szkoda, bo bardzo lubię jak grają. Behemoth był nawet obiektywnie bardzo dobry - nie słucham ich na codzień, ale przyznam że w te parę minut pokazali się dobrej strony.

Mortal Sin sprawdzę, ale i tak thrash się skończył. I to 20 lat temu ;))
-
ols
2010/06/17 15:32:33
@mhm: a co było do bani? przyjechałem i wróciłem komunikacją miejską, chodziła jak w zegarku. Ochrona zrelaksowana i dosyć trzeźwo myśląca, kupa różnych stoisk, nagłośnienie na dwóch ostatnich kapelach bezbłędne (choć ciche). Podobno tylne telebimy nawalały - cóż, stałem z przodu, ominęło mnie.
-
2010/06/17 17:21:44
Z nagłośnieniem to jest chyba tak, że trzeba znaleźć dla siebie dobre miejsce. Na Metallice miałem poczucie miejscówy idealnej - głośno, wyraźnie, ale bez masakry bębenków. Lekko dziwnie słyszałem po powrocie do domu, ale już wróciło do normy - było OK. Ale jak podczas Slayera udałem się do gastronomii to idąc przechodziłem przez tak beznadziejne słuchowo miejsca, że wstyd dla organizatorów.

I zgadzam się, że Golden Circle sucks. Niestety, ostatnio takie rzeczy są prawie na każdym koncercie - IMHO to sposób na wyciągnięcie od ludzi dodatkowej kasy..:/ Też byłem w 1999 na Gwardii i udało nam się dopchnąć do przodu i nawet kostkę od Kirka złapałem:) Teraz nie miałem na to szans, bo tony kostek (mój kolega złapał trzy!) zostały wrzucone do GC. A reszta obeszła się ze smakiem;P

Aha, a z fanami Slayera coś jest. Podczas tego koncertu nie brakowało grupek ludzi mocno przesadzających w zabawie i utrudniającym innym oglądanie koncertu za pomocą kopania ich i napier.... łokciami. Na Metallice czegoś takiego nie uwidziłem.

I jeszcze jedna refleksja: do dupy z nowymi technologiami. Wkurza mnie jak na koncercie 1/3 ludzi nagrywa filmiki komórkami, a 1/3 aparatami. I tak mają beznadzieją jakość, a psują klimat. Kiedyś koncerty były pod tym względem lepsze.
-
2010/06/17 17:29:48
Ponarzekałem i może się wydawać, że mi się nie podobało. A tak nie było, o czym pisałem już na Blipie i GoldenLine;) Poszedłem tam głównie dla Metalliki i nie zawiodłem się. Owszem, dodałbym Oriona, Memory Remains czy parę innych do setlisty, ale koncert musiałby trwać 3h;) Metallica zagrała fantastycznie, pokazali, że potrafią bawić się z fanami i wyraźnie było widać, że ich to kręci. Muzycznie błędów nie było wiele (jak zwykle nie zgrali się w Enter Sandman;)) i wybawiłem się naprawdę przednio. A jak przy For Whom The Bell Tolls ileśtam tysięcy ludzi (czy ktoś wie, ile rzeczywiście ich było??) zaczęło skakać to zacząłem się martwić o formę naszej płyty tektonicznej;)
-
ols
2010/06/17 18:28:04
W relacjach które widziałem przewijała się liczba 80tys widzów - trzeba by podpytać organizatorów.
Na Gwardii złapałem kostkę Jamesa po Sad but True, najlepsze że jak rzucił to odbiła się ode mnie i PRZEPADŁA. Odkryłem ją dopiero po koncercie - w kieszeni spodni, musiała tam fuksem sama wlecieć ;)
-
Gość: sdfsdf, *.stacje.agora.pl
2011/04/07 11:41:03
ggsrhtsshthf
-
Gość: sdfsdf, *.stacje.agora.pl
2011/04/07 11:41:36
xfbxcxcbxcb
-
Gość: pepoid, *.stacje.agora.pl
2011/04/07 11:47:19
cvnjythuyuyd
-
Gość: pepoid, *.stacje.agora.pl
2011/04/07 11:48:22
gnghghghgh
-
2013/02/06 11:11:09
Żeby coś takiego zorganizować to jest niesamowita biurokracja miałem praktyki nad którymi wzieła patronat kancelaria notarialna wrocław żebyscie widzieli ile było pozwolen uprawnien do podpisania....
-
2013/02/25 15:27:20
Zawsze chciałem być na takim evencie. Zabrać tylko wina. sklep online przywiezie i rozkoszować się popisami pilotów.
-
2013/03/11 14:25:29
dajcie żyć, ja zawsze chciałem być drugi i trzeci raz na tym festiwalu ;/ a tak sprzedaje wódki weselne, trudno
-
2013/03/19 00:32:56
Reklamy na bloga wrzuć pan, a blog genialny.
-
2013/07/22 13:03:29
Ten festiwal z roku na rok jest coraz lepszy, jak kocioł kondensacyjny który się nagrzewa i na start wybucha tworząc genialną atmosferę. tak trzymać tylko.
-
2013/08/08 12:21:23
Byłem tam, ale popełniłem karygodny błąd, zamiast zabrać płaszczyk deszczowy zapakowałem kurtki zimowe damskie bo słyszałem ze tam ulewy sa okropne le było plus 30!~heh